Może jesteśmy tylko sumą samych siebie, jednodniowych?
Czy jeśli roczna 'ja' jestem sumą 300 dni łez i 65 dni śmiechu,
to jestem człowiekiem nieszczęśliwym?
Czy mogę uogólnić całkiem siebie, swoje dni tylko do tych na 'NIE' i tych na 'TAK' ?
A co, jeśli dni śmiechu są tak silne, tak porażająco szczęśliwe,
że równają się tysiącu dniom marazmu?
Czy są tak silne?
Czy kiedykolwiek je doceniłam?
Czy tylko w y c e n i a ł a m ?
Czy jeden mój szczęśliwy dzień kiedykolwiek był warty tysiącu dniom bólu?
Swoję dotychczasową wycenę zostawię dla siebie...
Dotychczas starałam się wycenić dni.
Ten nazwać szczęśliwym, ten nie.
Prowadziłam szeroki rynek zbytu emocjami w swojej głowie,
by w końcu postawić znak równości i wpisać wynik = ?
A przecież nie zostało przesądzone przez nikogo nim się jeszcze obudził,
czy nowopowstała doba bedzie taka, czy taka.
Choćby godzinę przed jej końcem, zmienić ją w tą wartą m i l a r d a dni łez.
Może nastę
Ale czuję, że jakoś tak...łzy będą lżej spływać.
Nie sumuję.
[...]
Nie wiem co mi do łba przyszło.










Previous Page123Next Page